Powiedz Przyjacielu i wejdź.
Fabuła => Na szlaku => Wątek zaczęty przez: Rhavaen Luvieth w Wrzesień 30, 2015, 21:44:00
-
Deszcz padał od wielu dni. Ulewa przemoczyła nawet najdrobniejszą nitkę w jej ubraniu. Jedynie czarna peleryna pozostawała sucha, posmarowaną tłuszczem sprawiała, że wielkie krople spływały nie czyniąc szkody.
Nieludzkie oczy doskonale dostosowywały się do otaczającej jej nocy. Przez chwilę obserwowała sarnę buszującą w leśnym poszyciu, poczuła szarpnięcie pod skórą, pchające ja do mordu.
Pozwoliła, aby włosy zasloniły jej twarz, a kiedy znów mogła widzieć, zwierzak umknął wyczuwając niebezpieczeństwo.
''Uciekła...'' w bezcielesnym głosie zabrzmiała gorycz
''A na co ty liczyłaś?" odpowiedziała jej machinalnie.
Głos nie odezwał się, lecz Rhavaen mogła doskonale wyczuć jej obecność. Niewidzialna siła napierała na jej samokontrolę, lecz przywykła, także istota nie miała szans.
Przeniosła wzrok na tlące się ognisko. Płomienie pochłaniały strzępki trawy i niewielkie gałązki. Złoty piuropusz, dotknięty przez okrutny deszcz cofnął się z sykiem, wyrzucając w górę iskry i gryzący dym.
Rhavaen podniosła głowę i spojrzała na księżyc. W czarnych oczach nie było niczego. Niczym czarna otchłań , bezdenna i pozbawiona wszystkiego
-
Anya szła już od kilku godzin. Nie ma to jak przedzieranie się przez las. Pieszo. Nagle zauważyła ogień. Ogień, mógł oznaczać zarówno przyjaciela jak i wroga. Instynkt samozachowawczy zawsze kazał zakładać jej to drugie. Opanowanym do perfekcji ruchem bezszelestnie wyjęła łuk i nałożyła strzałę na cięciwę. Podeszła bliżej. Samotna postać przy ognisku wpatrywała się w niebo. Od razu przypomniała sobie wiele nocy spędzonych właśnie w ten sposób. Opanowała chęć pójścia w jej ślady. To nie był moment na gapienie się w gwiazdy. Podeszła jeszcze bliżej, gotowa w każdej chwili uciec lub zaatakować.
-
Jej wzrok ani razu nie spoczął na kobiecie, mimo że wyczuła ją dawno temu. Niej zareagowała, gdy nieznajoma weszła w krąg światła, rzucanego przez ogień.
- Kim jesteś i czego szukasz w Mrocznej Puszczy?- jej głos był pozbawiony uczuć, podobnie jak wyraz twarzy. Skierowała wzrok na kobietę dopiero po chwili, a lodowate czarne oczy lepiej wyrażały groźbę, aniżeli słowa
-
Wytrzymała spojrzenie czarnych oczu nieznajomej.
- Anya. Ale chciałabym wiedzieć, kim ty jesteś i dlaczego mówisz jakby Mroczna Puszcza należała do ciebie.
Wypowiedziawszy te słowa ugryzła się w język. To co powiedziała nie zabrzmiało zbyt pokojowo.
-
Uniosła jedną brew w geście dezaprobaty. Nie zareagowała na strzałę, która nadal znajdowała się w potrzebie, nałożona na cięciwę. Ostry grot był smierowany w jej stronę.
- Mówię tak, bo zapłacono mi, żebym pilnowała granic, więc radziłabym podkulić ogon i wynosić się stąd- była chłodna, nie obchodziło jej to czy ją uraziła czy nie.
Mogła uchodzić za ignorantkę, na tyle bezczelną, by przeganiać od siebie wszystkich, ktorzy jako tako próbowali nawiązać z nią kontakt. Nie dbała o to
-
Miała ochotę do niej strzelić. Taką naprawdę przemożną chęć, ale opanowała to. Gdyby nie umiała panować nad sobą nie stałaby w tym miejscu. Nieznacznie opuściła strzałę.
- Jeśli jest tak jak sądzisz, to czy mogłabyś mnie oświecić jak mam dostać się do Esgaroth, jeśli nie przez Mroczną Puszczę?
-
Wzdrygnęła nieznacznue ramionami.
- Nie wiem- mruknęła- i nie obchodzi mnie to. Pomyśl, może wpadniesz na jakiś genialny pomysł
Niechętnie wstała, wręcz leniwie się rozciągając. W tamtym momencie oczekiwała, że nieznajoma odejdzie...
-
- Mój genialny pomysł jest taki, żebyś nie robiła mi trudności z dalszą wędrówką
-
- Trudności?- po raz pierwszy na jej twarzy pojawiły się emocje, spojrzała lekko zdziwiona na nieznajomą, po caym prychnęła odsuwając emocje- Jeszcze żyjesz.. Ja trudności nie widzę w tym, że możesz odjechać w dowolnym kierunku
-
- Miło wiedzieć, że chociaż tu się zgadzamy - uśmiechnęła się kącikiem ust - tylko jak to się ma do twojego pilnowania granic?
-
*przysłuchiwała się ich rozmowie z uśmiechem. Młoda dziewczyna zapewne nie wiedziała z kim na do czynienia, tym bardziej, że Rhavaen mogłaby zabić ją za jednym mrugnięciem oka. Czekała na dalszy rozwój akcji niedaleko od ich miejsca pobytu*
-
- Takim, że odjedziesz- warknęła- lecz jeżeli dowiem się, że sprawiłaś komukolwiek problemy, obiecuję Ci dwie rzeczy. Po pierwsze, nie znajdziesz nory na tyle głębokiej, by się przede mną schować. Po drugie twoja śmierć będzie zwieńczeniem twoich najgorszych koszmarów, będziesz przeklinać własną matkę, że oddała się twojemu ojcu
Przekrzywiła głowę, a jej twarz zastygła w okrutnym grymasie zimnej irytacji- Jasno się wyraziłam?
-
Strzelić, odpowiedzieć kobiecie w podobnym tonie...to było takie proste, ale nie mogła dać się wyprowadzić z równowagi. Nigdy nie atakuj, bo może się okazać, że jesteś ofiarą. Zacisnęła palce na gładkim drewnie łuku. Dlaczego to tamta dyktowała jej co ma robić?! Wciągnęła powietrze raz i drugi wpatrując się w jej okrutnie wykrzywioną twarz.
- Zatem żegnaj. I jeśli nasze ścieżki jeszcze kiedyś się spotkają mam nadzieję, że nie będziemy stać po przeciwnych stronach.
-
*zaśmiała się do siebie* Widać, że młode! *krzyknęła w ich stronę zeskakując z drzewa*
*spojrzała na Rhavaen z uśmiechem* Niedługo czarna magia zacznie się ciebie bać
-
Ukryła irytację. Była przekonana, że na przepędzeniu nieznajomej ludzkiej dziewczyny, zakończy to idiotyczne przedstawienie. Jednak los chciał inaczej. Teraz podkładał jej kolejną, wygadaną i pyskatą elfkę, którą mgliście rozpoznała.
- Daruj sobie- syknęła w stronę nowej. Westchnęła ciężko, przez chwilę mierząc obie postaci wzrokiem. Wzrokiem pełnym pogardy i otwartej wrogości.
-
Anya uśmiechnęła się szeroko do nowo przybyłej, sama nie wiedziała dlaczego elfka budziła jej sympatię, tak po prostu zeskoczyć z drzewa. Ale pozory mogły mylić, tamte dwie znały się skądś. Stała dokładnie pomiędzy nimi. Ogarnęła włosy z twarzy i przeniosła ciężar ciała na prawą nogę. Czekała na ich następny ruch.
-
*podeszła do dziewczyny i wyciągnęła do niej rękę* Tauriel z Mrocznej Puszczy, dowódca oddziałów króla *uśmiechnęła się szyderczo* czego u nas szukasz?
-
Uśmiech nie schodził z jej twarzy tylko stał się nieco ironiczny. Kolejna, zwracająca się do niej z wyższością. Może i były na swoim terenie, ale to podchodziło pod ślepą arogancję.
- Wiem kim jesteś - także wyciągnęła dłoń w jej stronę - twoje imię jest mi znane równie dobrze jak twój władca, tylko czemu do licha wszyscy na tej polanie uważają, że czegoś szukam - spojrzenie jej oczu przebiegło od jednej do drugiej - nie szukam niczego, a na pewno nie kolejnych pogróżek.
-
Obie kobiety, niezmiernie irytowały ją tymi swoimi uśmieszkami. Owy wyraz twarzy był przez nią nielubiany- większość uśmiechów była fałszywa, dająca nieprawdziwe wrażenia. Swoją drogą, to że zachowywały sie tak swobodnie, przywoływało bolesne wspomnienia.
Przeniosła wzrok na dziewczynę, która wedle jej rachuby czasu, była zaledwie dzieciakiem, po czym powiedziała
- Nie podeszłabyś, gdybyś czegoś nie chciała, a przynajmniej potrzebowała
-
Tym bardziej, że nie warto się kręcić w tych okolicach jeśli komuś życie niemiłe *podrzuciła w dłoni mały kamyk* Nie mam zamiaru ci grozić, chcę tylko pomóc *w tym momencie na jej twarzy namalował się dawno nie widziany przyjazny i szczery uśmiech. Był to bardzo rzadki widok po ostatnich wydarzeniach w Śródziemiu*
-
''Nie podeszłabyś, gdybyś czegoś nie potrzebowała'' ''Nie warto kręcić się w takich okolicach jeśli komuś życie niemiłe'' ''Chcę ci pomóc'' Te dwie wyraźnie brały ją za małą, samotną, zagubioną w lesie dziewczynkę. Miała chęć wybuchnąć śmiechem. Tauriel była wytrawną wojowniczką, a ta druga też wyglądała na doświadczoną, skąd więc brało się przekonanie że są paniami sytuacji? Niewykluczone, że nimi są, ale to, że ją wręcz lekceważyły działało na jej korzyść. Jak na razie nie zamierzała pozbywać się tych pozorów. Poza zagubionej dziewczynki była jej na rękę. Zmrużyła lekko oczy.
- Każdy podchodzi jeśli widzi ogień...o nieznajoma, bo nie ujawniłaś mi swojego imienia.
Przeniosła wzrok na Rudowłosą i zobaczyła, że jej uśmiech tym razem był szczery. Odpowiedziała jej tym samym.
- Nie kręcę się w kółko, tylko idę do Esgaroth.
-
- Rhavaen...(czyt. Riwien)- wyjawiła w końcu imię. Kobieta nie była głupia, nigdy nie oceniała ludzi po wyglądzie, ani zachowaniu. Fakt, że Anya z taką obojętnością przyjmowała jej instynktowną arogancję, świadczyła nie tylko o sile charakteru,a a także o skrywanych przez nią umiejętnościach. Z pewnością mogła się okazać kimś zupełnie innym niż teraz.
Machinalnie odgarnęła niesforny kosmyk z twarzy, odsłaniając spiczaste elfie uszy
-
Zatem czeka cię niemiła wycieczka *uśmiechnęła się słysząc nazwę miasta i jednocześnie wbiła wzrok w najbliższy punkt, byleby nie patrzeć na obie kobiety. Znowu widziała ten widok przed oczami. Wzdrygnęła się mimowolnie i starała nie poznać po sobie niczego*
-
Poznając nazwę miasta, do którego wybiera się dziewczyna, zaczęła mieć cichą nadzieję, na to, że obie rychło porzucą jej towarzystwo. Bo jak na razie, obie doprowadzały ją do szału, co ciężko byłoby nawet zgadnąc patrząc na jej chłodne oblicze, bowiem nie pojawiały się na niej choćby cienie uczuć.
Sądziła, że podążają w zupełnie innych kierunkach. Rhavaen szła w kierunku Ereboru, a dokładniej do Żelaznych Wzgórz. A Anya do Esgaroth
-
- To zaszczyt cię poznać Rhavaen - skłoniła lekko głowę i zwróciła się do Strażniczki - wierz mi, że moja wędrówka do Esgartoh to nie żadna wycieczka krajoznawcza, wiesz co mam na myśli, pracy się nie wybiera.
-
*otrząsnęła się jakby wyrwana z transu słychać słowa dziewczyny* Miałam na myśli raczej przejście przez las *uśmiechnęła się znowu* Ale jeśli znasz ścieżkę to nie zagraża ci za wiele
-
''Wiele może sobie zagrażać'' - pomyślała
- Podejrzewam, iż żadna z was nie wybiera się w stronę Esgaroth, przecież obie strzeżecie Mrocznej Puszczy... - westchnęła - więc niechaj gwiazdy czuwają nad wami i niech los zawsze wam sprzyja... - kiedy jej wzrok spoczął na Tauriel uśmiechnęła się lekko - i niechaj nasz drogi jeszcze kiedyś się spotkają.
-
Miłej podróży życzę i uważaj na siebie. Nie daj się zwieść *odwzajemniła uśmiech i spojrzała na towarzyszkę*
-
Pożegnała ją lekkim skinieniem głowy. W czasie, gdy obie rozmawiały, wymieniając się tymi swoimi uśmieszkami, Rhavaen wrzuciła zapasowe drwa do ogniska, święcie przekonana, że Tauriel, również sobie poszła.
Gdy okazało się, że jednak pozostała na swoim miejscu, kobieta rzuciła jej zirytowane spojrzenie.'' Skoro tak świetnie się dogadywały, czemu z nią nie poszła? Dobrana parka, by to była..."
-
Odeszła nie oglądając się za siebie. Pozarastana chaszczami ścieżka była ledwie widoczna w świetle księżyca. Podjęła wędrówkę, w głębi duszy nieco żałując, że żadna z elfek nie dołączyła do niej. Znowu była sama.
-
*spojrzała w korony drzew, a po chwili na Rhavaen* To ja już pójdę. Nie zabij nikogo *powiedziała do niej z szyderczym uśmiechem po czym wskoczyła na najbliższy konar, by w końcu zniknąć w głębi lasu*
-
Nawet za nią nie spojrzała. Wbiła wzrok gdzieś ponad ogniem, lewdo zdając sobie sprawę, że została sama. Omal nie uśmiechnęła się do tej myśli.
Wreszcie spokój, ale czy aby na długo?