Powiedz Przyjacielu i wejdź.
Fabuła => Na szlaku => Wątek zaczęty przez: Sepear w Październik 01, 2015, 21:00:23
-
Mgła... Wszechobecna mgła wisiała nisko, grubą warstwą o konsystencji zsiadłego mleka, nad drogą. Alchemik szedł przez nią rozważnie, podpierając się kijem, a fiolki w jego torbie nawet nie ważyły się brzęknąć.
W głowie Alchemika krążyły różne myśli. Jedne sielankowe, pełne słońca, kwiatów, zielonej trawy i elfic nad krystalicznieczystym jeziorem. Inne były bardziej ponure. Przedstawiały one kruki. Stada kruków wędrujące gdzieś... Gdzie? Gdzie je wiatr zaniesie na ich czarnych jak smoła skrzydłach. Płynące na wietrze czarną chmurą, nieraz przyćmiewające tarczę majestatycznego księżyca w pełni.
Całe stada kruków...
Gdy mijał tak suchy konar dębu, zerwało się z niego kilka kruków, tak czarnych jak te w jego myślach. Poleciały w swoją stronę, dołączając do stada i przesłaniając momentami jasne punkty na niebie. Gwiazdy, które od wieków świeciły nad pokoleniami stworzeń, chodzących po tej ziemi, oddychających tym samym powietrzem... Wciągnął spory haust powietrza i wyczuł w nim nutę spalenizny...
- Znów ktoś coś spalił... - powiedział bardziej do siebie i trochę do wiatru, który rozwiewał jego białe włosy. Zaczerpnął kolejny haust i obserwował niebo, a na nim gwiazdy, rozrzucone po nim jak groch na żałobnym kobiercu.
-
Kilka kruków zerwało się z drzewa, znajdującego się dokładnie naprzeciwko jej kryjówki. Ostrożnie wyjrzała zza liści. Nagle wśród wszechobecnej ciszy czyjś głos zabrzmiał w jej uszach nienaturalnie głośno.
- Znów ktoś coś spalił...
Pozwoliła sobie odetchnąć głębiej i faktycznie poczuła niemal niewyczuwalną woń spalenizny. To było drewno. Bezszelestnie wyciągnęła miecz z pochwy i zeskoczyła z drzewa. Prosto na drogę.
Stała twarzą w twarz ze średniego wzrostu elfem, którego białe włosy rozwiewał wiatr.
-
To go nieco zaskoczyło. Spojrzał w oczy przybyszce czy też miejscowej. W tym momencie nie widział w nich nic nadzwyczajnego. Stanął mocniej na ziemi, rękę kierując na głownię miecza, a jej rzekł.
- A kogo moje oczy widzą?
-
Ruch dłoni kładzionej na głowni miecza nie umknął jej uwadze, ale rozumiała tę ostrożność. Bez cienia emocji spojrzała w błękitne oczy nieznajomego i kąciki jej ust uniosły się w lekkim uśmiechu. Wsunęła miecz do pochwy, a ręce opuściła luźno po bokach ciała.
- Wędrujesz sam? Jeżeli zechcesz to twoje oczy ujrzą towarzysza podróży. Tak czy inaczej jestem Anya.
-
Wahał się nieco z odpowiedzią. Patrząc na nią nie wyczuwał zbyt wielkiego niebezpieczeństwa, Ba! Właściwie w tym momencie odczuwał potrzebę wędrowania z kimś.
- Zawsze to lepiej niż samotnie - odrzekł jej odkładając dłoń od głowni miecza i trzymając je teraz swobodnie.
- Swoją drogą na imię mi Sepear.
-
Sepear... - jego imię brzmiało jak melodia, którą kiedyś znała, ale dawno zapomniała.
- Więc w drogę - rzuciła - dokąd zmierzasz?
-
- Gdzie nogi poniosą i będzie coś do robienia.
Odrzekł jej spokojnym głosem.
- Na przykład tym traktem.
-
- To była wola Eru, że się spotkaliśmy - uśmiechnęła się lekko - chodźmy więc, a przygoda nas znajdzie.
Nagle poczuła dużo silniejszy zapach spalenizny. Coś się paliło i to niedaleko. Zerknęła na elfa.
- Myślę, że będziemy mieli do czynienia z ogniem.
-
- Nie myślę inaczej... ludzie potrafią mieć różne zwyczaje, te bardziej niszczące i mniej niszczące... Ten swąd musi mieć swoją przyczynę.
Było czuć silniejszy swąd spalenizny. Zaraz minęli spalona stodołę i mieszkańców, liczących straty. Część z nich już planowała, jak się zabrać za odbudowę. Jako że było ciemno nie było widać ilu ich dokładnie jest.
-
Pomyślała o tym, żeby pomóc mieszkańcom, ale jednocześnie stwierdziła, że nie miała tam nic do roboty.
- Bałam się, że to las się palił, to mogłoby być niebezpieczne...urwała wahając się czy mówić dalej, w końcu zdecydowała się mówić - opowiesz mi coś o sobie? Skąd pochodzisz? Czy może wolisz nie mówić? - patrzyła na niego badawczo - Albo mówić o czym innym...
-
- Skąd pochodzę? Z północy.. dalekiej północy, nie to co Żelazne Wzgórza. Zajmuję się... nie wiem czy mogę Ci na tyle ufać by Ci o tym mówić..
Odrzekł jej przechodząc z wolna obok mieszkańców.
-
Wzruszyła ramionami.
- Zaufanie to cenna rzecz i nie rozdaje się go pierwszej lepszej osobie poznanej na szlaku - odgarnęła włosy z twarzy - postąpisz tak jak to uważasz za słuszne
-
- Tak... - westchnął, spoglądając baczniej na nią.
- A co robisz sama na tym szlaku? Czegoś szukasz?
-
- Sama nie wiem...kilka tygodni temu ukończyłam pewną sprawę *Jeśli on jej nie zaufał nie zamierzała mówić o tym więcej niż konieczne, jeżeli będą dalej wędrować zapewne nie zabraknie czasu na zbudowanie zaufania między nimi, w przypadku jeśli ich drogi się rozejdą, lepiej, by nie wiedział zbyt wiele* nie mam dokąd wrócić, od tego czasu przemierzam szlaki Śródziemia...
-
- Ciekawa historia.. - skwitował i spojrzał na szlak - Jeszcze sporo drogi przed nami, ale niedługo przydałby się postój...
Szli właśnie przez las, pełen sędziwych dębów. Niektóre przesłaniały niebo swymi koronami.
-
- Niesamowite są, prawda? - zagadnęła wskazując na drzewa, które w ciemności wyglądały niezwykle tajemniczo - i pewnie starsze od wielu elfów...Jak chcesz to zatrzymajmy się, tylko poczekajmy na odpowiednie miejsce
-
- Piękne są... jednak i im szkodzą wojny. - spojrzał na nią z uśmiechem, lekkim ale zawsze uśmiechem.
- Może niedługo znajdziemy miejsce
-
- Czy coś cię trapi? Wybacz, ale wydajesz się dość...
-
- Ponury? - odrzekł jej spokojnie.
- Taki już jestem... czasem wolę iść w cieniu...
-
Tak - pokiwała głową - cień i smutek skrywają w sobie piękno, ale niewielu potrafi je dostrzec - spojrzała na niego z uwagą - bardzo niewielu
-
- Większość tylko w promieniach słońca znajduje otuchę. - spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- Na przykład kto by szedł o tej porze... większość śpi o tej porze.
-
Też się uśmiechnęła.
- Jedynie ty i ja.